Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział IV. Początek Końca
Rozdział IV. Początek Końca
Witajcie.. Ale z was typy.. Ja się męczę, żeby powiązać durne weny i dalej prowadzić tego bloga, a wy nawet głupich 3 komentarz nie chcecie dać.. Piszę to dla siebie czy dla was? Następn nota w sobote. Terminu nie zmienię. Miłego czytania..
Czarnowłosa dziewczyna, spacerowała wolno korytarzem i roniła kryształowe łzy.. Nie chciała znać szkoły.. Nie chciała znać osób do niej chodzących.. Tyle bólu, cierpienia za jednym razem. Naśmiewali się z niej, poniżali ją.. Tylko dlatego, że była inna i inaczej się zachowywała.. Nie szczędzili sobie głośnych obleg także i nauczyciele. Po prostu, nikt jej nie akceptował. Znosiła to wszystko dzielnie.. Ale dziś, zranili ją za bardzo.. Dziewczyna miała dość życia.. Nagle wpadła na swoją jedyną przyjaciółkę.
-Misha..-powiedziała błagalnym głosem..
Dziewczyna tylko się złośliwie uśmiechnęła..
-Patrzcie.. Dziwadło na mnie wpadło i nawet nie powiedziało przepraszam.. Co to.. Już manier panna-rybie-oczy nie ma?- zaśmiała się głosem, ociekającym sarkazmem i ironią..
-Misha.. Przecież je.. je.. jesteśmy przyjaciółkami..- kolejny potok łez strumieniem lał się na zimne płytki..
-My? Przyjaciółkami? Udawałam że się z tobą przyjaźnie, bo było mi cię żal idiotko! To, co mi powiedziałaś, przekazywałam szefowi naszej paczki! O.. Patrzcie.. Panna-jestem-dzidzuś płacze!-zarechotała znów Misha
-Jak mogłaś..-szepnęła czarnowłosa..
Ale zamiast mishy, pojawił się wielki lew.. Ogromny.. Największy z największych i ryknął potężnie.. Oblizał żółte kły i rzucił się na czarnowłosą. Gdy miał wykonać śmiertelny cios, nagle wszystko zniknęło..
Czarnowłosa obudziła się z przerażeniem na ustach, cała zgrzana..
-To był tylko sen..- westchnęła z ulgą i opadła na miękkie poduszki.
Nie wiedziała jednego.. Wraz z tym snem, rozpoczął się pczątek końca..
***
Rankiem, czarnowłosą obudziło rżenie konia.. Ale to rżenie było inne.. Takie aksamitnie delikatne.. Spokojne.. Dziewczyna gwałtownie zerwała się z łużka i podbiegła do okna. Srebrna klacz stała pod oknem.
-Już wstałam Silver..- powiedziała do konia, który parsknął radośnie i pokłusował do stajni. Dziewczyna cicho podeszła do szafy, by nikogo nie obudzić. Klacz, co najdziwniejsze, budziła tym rżeniem tylko ją. Nikogo więcej. Szafa stała w koncie pokoju. Czarnowłosa otworzyła drzwi i wyjęła bawełnianą suknię. Bardzo skromną i zniszczoną. Jej rodzinie nie wiodło się dobrze. Westchnęła cicho i ubrała ją. Dziś były jej piętnaste urodziny. Swoje kroki skierowała do szafki, na której leżała jej jedyna wartościowa rzecz - srebrny medalion z szafirem. Zarzuciła go na szyję. Zeszła cicho po schodach, by skierować się do kuchni. Tam, ku jej zdziwieniu, siedział starzec. Nigdy się do niego nie odezwała.. Unikał jej. Teraz miała okazje z nim porozmawiać. Podeszła pewnym krokiem do stolika, na którym leżał kawałek pajdy chleba, a w szklance nalane było świerze mleko. Czarnowłosa usiadła przy stole, a swoje przenikliwie niebieskie oczy skierowała na starca. Ten też na nią patrzał.
- Witaj Faelivrin.. -powiedział swym starym i mądrym głosem.
- Pan.. Pan zna moje imię? -spytała cicho dziewczyna.
- Wiem o tobie więcej niż myślisz. -spojrzał na jej skromną suknię i medalion z szafirem.- Dziś masz urodziny. Piętnaste, prawda?
- S..skąd pan wiedział? -z zaciekawieniem spojrzała na starca.
- Wystarczy, gdy będziesz mnie nazywała starcem..- uśmiechnął się dobrodusznie.
- Gdzie jest moja matka? -spytała dziewczyna.- Czy jeszcze śpi?
- Twoja matka już nie wróci.. -spojrzał w zimne oczy czarnowłosej.
- Jak to.. To nie może być prawdą.. -kilka kryształowych łez spadło na drewniany blat stołu.
- Ale jest. Musiała cię opścić. -tu złapał jakieś zawiniątko.- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Spójrz na to -owa dziwna rzecz leżała teraz na stole. -To amulet Firea'lavie. W nim, jest zaklęta dusza potężnej, ale pięknej smoczycy Khamiry. To źródło potężnej magii, której ty nie znasz. Urzyć amuletu możesz tylko, gdy jest ci naprawdę potrzebny. Inaczej zginiesz. W tę noc, o godzinie nowego i starego dnia, musisz udać się w miejsce, gdzie ziemia styka się z niebem i czekać, aż wielka biała czarownica będzie na szczycie. W tym czasie twa przemiana dobiegnie początku końca, a ty, zostaniesz obdażona mocą najpotężniejszą z najpotężniejszych. Jednak, żeby tak było, ten oto amulet musi znajdować się w lini księżyca a serca twego..
Dziewczyna, tępo wpatrywała się w starca..
-Nic nie rozumiem.. -szepnęła, ale starca już nie było. Na stole leżał jedynie owy amulet..

Khamira Lśniącołuska 24/09/2007 15:11:28 [Powrót] .::Zapisz na pergaminie::.
Ślicznie piszesz, jednak taka mała uwaga. Napisałaś na początku notki, ze się męczysz i chciałabym Ci powiedzieć, że praca pisarza winna go uszczęśliwiać, nawet jeśli często brakuje mu weny i aby pisać dalej musi się zmuszać. Dla mnie pisanie to pasja i dziedzictwo, o którym nie śmiałabym powiedzieć iż mnie męczy. A jeśli chcesz aby naprawdę oceniono Twoje opko na najwyższym poziomie to polecam Ci opublikować je na którymś z forów literackich, jak np. www.wladca.pl I przede wszystkim nie poddawaj się, każdy kiedyś zaczynał. Pozdro.
anabell18 25/09/2007 22:11:57
| brak www IP: 212.2.101.20
Nie jestem dobra w ocenianiu opowiadań innych, więc po prostu powiem , że jest super ;)
Mogłabyś mnie powiadamiać o nowych notkach?
Lily 25/09/2007 17:46:36
| brak www IP: 217.144.192.106
Created by JA